Posted by: proday on: 08/03/2007
(czy ktoś potafi 10 razy pod rząd wymówić w szybkim tempie i na głos tytuł tego wpisu?)
Wczoraj zmywając makijaż, o mały włos nie wsadziłam sobie wacika nasączonego płynem do demakijażu w rozdziawione usta. Otóż, Filip, wyprowadzając się ode mnie, zabrał niemal wszystko, co z reguły nie jest łatwe, gdy człowiek daje sobie na to niewiele czasu, a w dodatku nie zdążył tego zaplanować. Poza jednym T-shirtem, niczego do tej pory nie znalazłam. No i jeszcze, i właśnie poza nią… szczoteczką do mycia zębów. Nic niby w tym szczególnego, ale szczoteczka ta zawsze wprowadzała jakiś zamęt. Pojawiła się w mojej łazience, gdy Filip zaczął zostawać na noc. Gdy się wprowadził do mnie ‘na dobre’, ja -dziwiąc się, że aktualnie na półce pod lustrem znajdują się już dwie szczoteczki Filipa (drugą zabrał później ze swojego mieszkania) – śmiałam się, że są dwie na wypadek, gdyby postanowił się wyprowadzić i spotykać ze mną na starych zasadach. Że szkoda pozbywać się tej drugiej, bo zawsze może się jeszcze przydać. I teraz się zastanawiam, dlaczego akurat ta fakowa szczotka została ze mną??? Dlaczego akurat ona??? Dlaczego nie były to brudne skarpetki, pianka do golenia, albo jakaś przełączka lub kabelek, które to nie wiem do czego służą?
Ta cholerna szczotka. Może nigdy nie była dla Niego ważna. Dlatego zapomniał? A może wróci? A może ma wrócić? A może ja mam się psychicznie przygotować do jej odejścia, zniknięcia z mojej łazienki? A może pisząc te bzdury po prostu się sama z siebie nabijam? A może to takie tylko zabawne wspomnienie?
Szlag wie. Nie wiem, czemu, ale nie potrafię jej wyrzucić. Oddam Mu ją (choć ma przecież jeszcze tamtą). Może jest coś dla Niego warta. Mi jej nadal jest jakoś szkoda…
Trzymaj się starych zasad. Nie wyrzucaj jej, choćby nie wiem co. Wyczyść nią kibel, albo co ci się tam podoba, tylko tak, zeby nie nabrudzila.
12/03/2007 @ 7:43 pm
ta szczoteczka, to takie signum temporis… przyszla w pewnym czasie i naznaczyla te chwile swoja obecnoscia. teraz to wszystko minelo a ona zostala…hmm