Posted by: proday on: 21/02/2008
Europosłanka SLD, Lidia Geringer d’Odenberg uważa, że nazwa Wrocław nie sprzyja zagranicznej promocji dolnośląskiej stolicy. Według posłanki miasto „pod swoją oryginalną nazwą słabo się sprzedaje”. Przecież „wszystkie duże miasta w Europie maja swoje angielskie nazwy”.
Nie wiem, na jakich badaniach posłanka oparła swoją teorię – mam nadzieję, że nie wynika ona jedynie z przebłysków tak zwanej kobiecej intuicji.
W tym świetle zresztą podejrzewam, że Pani jest zadowolona ze swego zagramanicznego nazwiska, które bo nie polskie, świetnie się za granicą sprzedawać może. Niekoniecznie wraz z Wrocławiem. Wrocław przecież brzmi tak niecyfrowo.
Tak, czy siak oczy w stronę pani poseł zostały zwrócone. Szkoda tylko, że PRowcy narobili krzyku, nie zakupując wcześniej syropów na kaszel. Etap I wdrożenia pomysłu biuro poselskie ma za sobą. Na razie wyszło Welcome in No Name. A WrocLove to sobie wszyscy do nosa wsadźmy.
21/02/2008 @ 3:07 pm
heheeh też wymyśliła