Europosłanka SLD, Lidia Geringer d’Odenberg uważa, że nazwa Wrocław nie sprzyja zagranicznej promocji dolnośląskiej stolicy. Według posłanki miasto „pod swoją oryginalną nazwą słabo się sprzedaje”. Przecież „wszystkie duże miasta w Europie maja swoje angielskie nazwy”.

Nie wiem, na jakich badaniach posłanka oparła swoją teorię – mam nadzieję, że nie wynika ona jedynie z przebłysków tak zwanej kobiecej intuicji.

W tym świetle zresztą podejrzewam, że Pani jest zadowolona ze swego zagramanicznego nazwiska, które bo nie polskie, świetnie się za granicą sprzedawać może. Niekoniecznie wraz z Wrocławiem. Wrocław przecież brzmi tak niecyfrowo.

Tak, czy siak oczy w stronę pani poseł zostały zwrócone. Szkoda tylko, że PRowcy narobili krzyku, nie zakupując wcześniej syropów na kaszel. Etap I wdrożenia pomysłu biuro poselskie ma za sobą. Na razie wyszło Welcome in No Name. A WrocLove to sobie wszyscy do nosa wsadźmy.

3 Komentarze

  1. heheeh też wymyśliła

  2. Ziemkiewicz tez o tym pisal…
    http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2008/02/19/breslau-wraca-do-macierzy/

    A wszystkie nazwy miast przygranicznych możemy zmienić, czemu nie…
    Proponuje Szczebrzeszyn, Różpąki, Grzdyleczki, Ższyczydżynydzycyąę…
    Zróbmy ten krok naprzeciw Europie…

  3. No Name, WrocLove a moze Breslau ;/;/
    a nazwisko ma sliczne europoslanka. takie euro-nazwisko, fakt


Napisz komentarz

*
*