ProDay

Pozdrowienia z agencji

Posted by: proday on: 21/02/2008

W nowym Pressie (nr 2/145 15.02 – 14.03.2008) znalazłam artykuł Małgorzaty Wyszyńskiej pt. „Headka pętelka” o upodobaniu branży reklamowej do anglojęzycznych słów. O tym między innymi, że „marketingowy (…) już nawet jeżdżą do Jukeju, a nie do Wielkiej Brytanii”. Nie o tym jednak chcę napisać. Przesiąknięta rezygnacją wobec mojej aktualnej agencji, zostałam zainspirowana do nazwania jej wewnętrznych spraw po imieniu. Wewnętrzne sprawy to między innymi agencyjna struktura i agencyjne zarządzanie. Jeżeli ktoś z czytelników pracuje, bądź pracował w reklamie, z pewnością uśmiechnie się pod nosem, bo podobno jak tutaj, jest i wszędzie. Łudzę się jednak, że to nieprawda. I z taką projekcją zasypiam codziennie tak, aby podkręcić potęgę mojej podświadomości, kłaniając się tym samym prawom Murphy’ego.

W dołączonym do artykułu słowniczku „Kto jest kim”, znaleźć można kilkanaście stanowisk z opisami. U mnie w agencji jest takich kilka. Ale przyporządkowane im opisy kompletnie nie odpowiadają mojo-prawie-ex-agncyjnym realiom.

Otóż Account Director wyleciał z hukiem ponad rok temu. Od tamtej pory nie ma account directora. Z uwagi jednak na definicję przytoczoną w materiale, zgodnie z którą account director „koordynuje i nadzoruje projekty dla klientów z danej branży”, muszę stwierdzić, że takiego nigdy u nas nie było.

Account Manager – mamy dwóch. Są doświadczeni i sprawni. Słownik stanowi, że taki manager ‘w jednej agencji może odpowiadać za jednego dużego klienta i jednego małego, w innej za kilku mniejszych”. U nas każdy z nich odpowiada za projekty dla wszystkich klientów.

Art Buyer – hehe, ponoć niepotrzebny, a wyszukiwanie utworów muzycznych to zadanie accounta, natomiast fotografii czy grafik – oczywiście – obowiązek grafika.

Autorka co prawda nie wyjaśnia kim jest grafik, bo to raczej oczywiste. My grafików jako takich nie mamy. U nas są koordynatorzy ds. kreacji. Założono bowiem, że osoba poruszająca się w środowisku Adobe, jest niespotykanie kreatywna, a tym samym może wcielić się w rolę copywritera, dyrektora kreatywnego i stratega.

Business Development Manager – u nas był jeszcze New Business Manager, ale nie zdobył klienta, tylko same briefy, zatem brak wygranej agencji w przetargu to JEGO WINA! (sic)

Art Director – niby jest, ale w papierach ma „kierownik ds. kreacji”, ot co… Zresztą, wobec przytoczonej w słowniczku definicji: „art director odpowiada za obraz w kampanii reklamowej (zwykle pracuje w teamie z copywriterem odpowiedzialnym za słowo)”, muszę stwierdzić, że nasz art director nie pracuje z copywriterem, ponieważ się żrą i nienawidzą. Dlatego przy konceptach każdy sobie rzepkę skrobie. Zresztą nasz kierownik ds. kreacji nie pracuje z nikim, jedynie sam ze sobą, ponieważ ma obsesję, że się nie nadaje do roboty, którą wykonuje. Ponadto urodziło mu się trzecie dziecko – średnio zaplanowane. Facet popadł zatem w totalną frustrację, z którą nic a nic poradzić sobie nie może.

Creative Director – ten nasz tak naprawdę nie jest director, ale tak sobie zażyczył mieć w umowie. Średnio nadaje się nawet do creative, ale wrażenie robi wciąż dobre. Zresztą wcześniej taki nie był nam potrzebny, więc szef umieścił go pod kierownikiem ds. kreacji.

Co prawda interactive account managera, który to by , zgodnie z rozwinięciem, odpowiadał za klientów w dziale internetowym agencji, nie ma, jest za to interactive manager, który uzupełnia swoją wiedzą projekty już na etapie ich realizacji. To mądry facet, który, moim zdaniem, całkowicie się tutaj marnuje.

Parę stanowisk pominęłam, bo to wszystko dla mojej agencji ‘pierwsze słyszę’. Wreszcie pojawił się president. No! Ten jest wszędzie. Dumny. Piękny. Boski. Wspaniały. Mega kreatywny. Mega bogaty. Nasz jest dumny i bogaty.

Dalej mamy print production manager, tylko u nas to on się nazywa traffic manager. I faktycznie ten biedny człowiek wykonuje obowiązki przypisane temu i temu. Jest takim double managerem, czy tam bimanagerem.

Trainee to ci u nas dostatek. Jeden trainee wykonuje obowiązki New Businessa, drugi jest pomocnikiem wykonującego obowiązki New Businessa, a trzeciemu trainee kazano się podpisywać PR Specialist.

Mamy jeszcze product managerów. Senior Product Manager wykonuje w praktyce obowiązki accounta, ale z reguły występuje przy projektach fieldmarketingowych, product managerowie to natomiast support researcherski dla całej agencji.

Mamy również Dyrektora ds. Strategii i Rozwoju, który samodzielnie prowadzi jednego klienta, dlatego nie ma czasu na strategię i rozwój.

Jest również Innovation Manager, który zajmuje się organizacją wyjazdów typu incentive.

Wreszcie jestem ja. W obowiązkach mam wszystko. Po cholerę tyle punktów, skoro można je ująć zapisem „człowiek orkiestra”?

Oficjalnie podlegam pod presidenta oraz dyrektora ds. strategii i rozwoju. Nieoficjalnie dyrektora mogę mieć gdzieś. Oficjalnie zespół, którym zarządzam tworzą wszyscy łącznie z account managerami. Nieoficjalnie, albo mnie mają za sukę, albo również mają mnie gdzieś. Zresztą na wieść o tym, że odchodzę, zrobiła się kolejka osób, które chcą przejąć mój pokój. Podejrzewam, że gdy tylko podniosę tyłek z fotela po raz ostatni, połowa agencji przypadkowo odbędzie na nim stosunek płciowy.

Kończąc przypudruję całość informacją, że struktura jest płaska. Stąd mamy jeden wielki i wesoły bajzel reklamowy.

Zapraszamy serdecznie do współpracy i serdecznie wszystkich pozdrawiamy.

Odpowiedzi: 7 do "Pozdrowienia z agencji"

A co ze sprzątaczką? Co ona ma w kontrakcie? Creative Workplace Manager?
Co z sekretarką/recepcjonistką? Higher Business Client Communication & Info Channeling Director?
;]

A ja głupi myślałem, że geniusz leży w prostocie…

I o tym mowa, u nas Higher Business Client Communication & Info Channeling Director wykonuje również obowiązki Creative Workplace Managera :-) .

Sprzątarka? ;]

A jednak geniusz…

No faktycznie macie tam niezły burdel. Ale żeby grafika nazywać „koordynatorem ds. kreacji” to jeszcze nie słyszałem :) Może lepiej „adobe ctaetive suite director”?

Podsunę pomysł na odchodne. Może przynajmniej premię wypłacą :-) .

Całkiem śmiesznie i pogmatwanie, ale u mnie jest podobny bałagan, ale może nie tyle z nazwami co z obowiązkami i za co kto jest odpowiedzialny, więc niedługo się zdziwią, bo jest planowane odmienienie trochę struktury firmy ;)

W takim razie życzę, aby struktura się udała oraz, aby ludzie ją wytrzymali.

Dodaj komentarz