Posted by: proday on: 16/01/2009
Czy mogłabym zaprosić Cię na kolację? – nigdy nie wypowiedziałam tych słów. – Będę zapraszać Go do skutku – nigdy tak nie pomyślałam. Zawsze „moje” brało górę. Jestem aboslutnie nieprzygotowana. Słaba. Nijaka. Beżowa. „Miłość Ci wszystko wybaczy” – powtarzam sobie, ale to chyba kiepskie wytłumaczenie.
Zastanawiam się, czy miłość jest gwałtownym strzałem, czy też procesem, który się kształtuje. Nie chcę pisać, że to przypadek indywidualny. Nie chcę. Bo to by było z kolei usprawiedliwieniem dla wszystkich tych, którzy tkwią w średniej jakości związkach.
Miłość jest nieudana. To chyba nasza największa kara za grzech, jaki się stał w raju. Mamy się męczyć. Mamy cierpieć, a mimo to szukać jej dalej. Straszne.
Niektórzy, ci bardziej ostrożni, wolą określać miłość „etapami związku”.
W kontekście etapów można miłość różnorako zdefiniować. W zależności od dojrzałości. To najbardziej prymitywne sprowadza owe etapy do – przepraszam – pierdnięcia. Etap 1 – zmowa milczenia. Etap 2 – to nie ja, to w rurach. Etap 3 – nic nie pachnie piękniej aniżeli Twoje gazy. Etap 4 – wielkie rozpierdnięcie, czyli ekspresja wszystkiego, co tłumione i nieudane w dotychczasowym obiekcie zauroczenia. No i wiadomo, co po tym następuje. Wielki smród.
Z mojego punktu widzenia – Etap 1 – wiem, ze puszczasz bąki, martwię się o to, że musisz je powstrzymywać, abyś nie dostał wzdęć, albo co. Etap 2 – o fuck, zaczyna się. Etap 3 – nie chcę tego robić. Zresztą – to chyba nic nie znaczy. Etap 4 – nie ma etapu 4.
Oceniam. Męczę się. Nie wiem. Mówię i wierzę, czuję. Ale to tylko „teraz”. To nie dzieje się na jutro. Nigdy nie wiem, co będzie pózniej. Czy marnuję czas?
Jeżeli miałabym się kierować doświadczeniem, powinnam stwierdzić, że to nie jest marnowanie czasu. Że miłość zawsze dzieje się teraz. Dla przykładu – powrócę do Kacpra. Osiem lat. Nie żałuję, choć wiem, że trochę czasu zmarnowałam. Przeczytałam w dzisiejszej gazecie cytat jednej z gwiazd – lepiej mieć złamane serce, aniżeli nigdy nie dowiedzieć się, co to prawdziwa miłość.
Miłość jest dziwna. Kompletnie jej nie kontroluję. Zupełnie jakby to był jakiś stan skupienia zależny od pogody. Idę na ślepo. To zdrowe. Trzeba ufać. Wierzyć, że się stanie. Ale…
Byłam dzisiaj u mojej koleżanki. Urodziła pięć miesięcy temu córeczkę. Córeczka jest cudowna, kochana. On jest czuły, wyrozumiały, kochający. Był przy porodzie i trzymał ją za rękę. Nie podniecam się romantyzmem sytuacyjnym, ale zastanawiam się, kto mnie i czy w ogóle wydarzy się, abym mogła z pełnym przekonaniem złapać kogokolwiek za rękę w takiej chwili.
Nie wiem, czy szukam kochania. Szukam przyszłości. Boję się jej panicznie. Choć dotychczas wszystko się układało. Zawsze narzekałam. Ale co, jeśli to, co się wydarzyło to maksimum tego, co mógł podarować mi los? Czyżbym mogła tego nie zauważyć? Teraz. Skupić się trzeba na tym, co teraz. Nie na jutrzejszej kolacji, czy też projekcie na jutro.
Siedzę sama w domu. W dodatku z wyboru. Tak chcę. Bo padam na pysk. Oczy mi się zamykają. Nie mam siły. Wszystko dzieje się w mojej głowie. Wszystko już jutro zapomnę. Straszne.
proday: weź głęboki oddech, zamknij oczy i to zrób… co może się stać? nic, najwyżej odmówi…
17/01/2009 @ 2:27 am
Żądasz perfekcji, miłości idealnej. Nic więcej Cię nie usatysfakcjonuje, bo taką masz naturę. Nie potrafisz żyć z wątpliwościami, każda musi zostać zaspokojona.
Lubisz proste rozwiązania i tylko takie akceptujesz. Mógłbym napisać Ci tu coś o “względności”, “twojej własnej drodze”, ale tylko byś na to prychnęła i mnie wyśmiała…
Lubisz prosto…
Wygląda na to, że masz dwa rozwiązania:
1. Szukaj swojej perfekcji, zaakceptuj swoje oczekiwania i nie zadowalaj się niczym poniżej, bo w związku idealnym nawet w 99% w końcu zaczniesz się męczyć.
2. Zrozum, że nie ma związków idealnych, każdy wymaga jakiegoś poświęcenia [także od Ciebie] i spróbuj szukać swojej miłości spontanicznie.
Opcja ekstra – pokochaj siebie ;]
Aha… Czego byś nie wybrała i tak nie będziesz nigdy wiedziała z góry jaki będzie to miało finał. Może to Cię tak bardzo męczy? To, że musisz postawić w najgorszym wypadku kilkadziesiąt lat własnego życia na szalę?
Niestety, ryzyko i niepewność jest wpisane w ten biznes.
Parafrazując gwiazdę z pisma: nie grasz, nie wygrasz.