Posted by: proday on: 26/01/2009
Zapaliłam dzisiaj światła we wszystkich pokojach.
Tak to się zwykle zaczyna, ale teraz jest bardzo niezwykle. Nigdy nie czułam się tak pewnie dojrzale. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze. I choć moja metamorfoza polega na razie na wyrzucaniu zaspanej odzieży z szafy i wgniataniu jej z powrotem w półki – to jednak już coś.
Przestraszyłam się trochę tych świateł. Pogasiłam na siłę, oszukując się, że niby bajzel, jaki pozostawiłam w pokojach nie istnieje. W każdym po kilka par butów i kompletów odzieży. Cała ja. Pół godziny zajęło mi zastanawianie się, jak zestawić całości, aby wyglądało jak z Vogue’a. Nie chciało mi się jednak brnąć w to praktycznie. Ale może już niedługo zacznę się stroić.
Jestem szczęśliwa. Podobno to może trwać wiecznie, ale podniecam się każdą chwilą z całych sił swoich w obawie, że jutro może być już inaczej. Nie zmienię przeszłości, ale przyszłość to zupełnie co innego. Przecież musi się gdzieś zaczynać, prawda?
26/01/2009 @ 9:20 pm
tak mi dobrze, tak mi mów